niedziela, 10 kwietnia 2016

14."Myślisz, że jednym głupim "przepraszam" naprawisz wszystko?"

Jade
            Otworzyłam oczy, podniosłam się do pozycji siedzącej, rozejrzałam się po pokoju i zorientowałam się, że nie jestem u siebie. Po chwili przypomniałam sobie co wydarzyło się wczoraj i domyśliłam się, że jestem w pokoju Nialla. Na szafce nocnej zauważyłam mój telefon i przyklejoną do niego karteczkę. Wzięłam urządzenie do ręki i zaczęłam czytać napisany czarnym długopisem tekst:
"Maya pożyczyła Ci ubrania, leżą na prześle przy biurku, a łazienka jest po prawej"
Odłożyłam iPhone'a na szafkę złapałam czarne rurki i czerwoną koszulę w kratę i ruszyłam do łazienki. Wzięłam prysznic, zmyłam resztki makijażu z twarzy, umyłam zęby szczoteczką Nialla, ubrałam się i zeszłam na dół. Weszłam do kuchni, gdzie Niall siedział na blacie i przeglądał coś w telefonie. Podniósł wzrok znad ekranu, spojrzał na mnie i uśmiechnął się:
- Witaj, słońce. Wyspałaś się? - Powiedział.
- Tak - mruknęłam uśmiechając się blado. Blondyn westchnął, zeskoczył z blatu i podszedł do mnie:
- Co się stało? - Zapytał kładąc dłonie na moich biodrach.
- Nic - odparłam ponownie się uśmiechając.
- Nie jestem głupi - powiedział poważnie.
- Głupio się czuję zwalając ci się na głowę - wyjaśniłam - dziękuję, że mnie przenocowałeś, ale wrócę do domu - dodałam i ruszyłam w stronę schodów.
- Nie - powiedział łapiąc mnie za nadgarstek - nie będziesz mieszkać z tym bydlakiem - dodał odwracając mnie w swoją stronę.
- Niall, to mój ojciec - powiedziałam cicho.
- Ojciec, który przyprowadza jakiegoś schlanego zboczeńca do domu. Nigdzie nie pójdziesz - krzyknął.
- Nie będziesz na mnie wrzeszczał - odparłam wyrywając rękę z jego uścisku i ruszyłam do drzwi. Wyszłam z domu, przeszłam przez podwórko i przebiegłam na drugą stronę ulicy. Słyszałam jak Niall mnie woła, ale nie zareagowałam. Następnie usłyszałam pisk opon i trzask, przerażający trzask, który oznaczał tyko jedno. Odwróciłam się i zobaczyłam czarny samochód ze śladami krwi na szybie, a parę metrów dalej leżał blondyn. Podbiegłam do niego i ulękłam na asfalcie, a w moich oczach momentalnie stanęły łzy:
- Niall, Niall, powiedz coś - załkałam głaszcząc go po włosach.
- Zawsze wierzyłem w przeznaczenie i teraz moje mnie dopadło - zaśmiał się cicho.
- Przestań pierdolić głupoty -powiedziałam zanosząc się płaczem.
- Jade, kocham cię - wyszeptał.
- Ja ciebie też - załkałam - Niall nie zasypiaj - dodałam widząc, że jego powieki opadają. Po około ośmiu minutach na miejscu pojawiło się pogotowie wezwane przez Mayę. Wezwałyśmy taksówkę i ruszyłyśmy do szpitala. Ręce pociły mi się jak w trzydziestostopniowy upał, w środku wszystko mi się trzęsło, a świat cały był rozmazany od łez. Wbiegłyśmy z Mayą do szpitala i od razu udałyśmy się do recepcji gdzie pielęgniarka poinformowała nas, że Niall jest w trakcie operacji. Pobiegłyśmy pod blok operacyjny i od razu usiadłam na podłodze podciągając kolana do klatki, a Maya zaczęła wzdłuż korytarza. Po jakimś czasie niebieskooka poinformowała mnie, że jedzie do domu się przebrać i dopiero wtedy zorientowałam się, że Brooks ma ba sobie piżamę. Zostałam sama na szpitalnym korytarzu czekając, aż za metalowych drzwi wyjdzie lekarz, który powie mi coś co mnie uspokoi, albo spierdoli moje życie do końca:
- Nie płacz, mała - usłyszałam zachrypnięty głos Harry'ego i poczułam jak mnie obejmuje. Przysunęłam się do niego i ułożyłam głowę na jego, a moje łzy wtapiały się w jego czarną koszulkę. Od czasu do czasu słyszałam jak pociąga nosem i czułam jak cały się trzęsie. Wiedziałam, że martwi się o Nialla tak samo jak ja, a może nawet bardziej. I siedzieliśmy przez około godzinę płacząc pod ścianą jak dwie cioty:
- Jadłaś śniadanie? - Zapytał nagle zielonooki.
- Nie - mruknęłam.
- Na dole jest barek, przyniosę ci coś - powiedział podnosząc się z podłogi. Chciałam zaprotestować i powiedzieć, że nie jestem głodna, ale zanim się obejrzałam chłopak już stał w windzie:
- Jade - usłyszałam męski głos i zerwałam się na równe nogi, kiedy przed sobą zobaczyłam mojego ojca.
- Czego chcesz? - warknęłam.
- Chcę porozmawiać - odparł spokojnie.
- A to coś nowego - sarknęłam - skąd w ogóle wiedziałeś gdzie jestem? - Zapytałam.
- Byłem u Nialla, jakaś szatynka mi powiedziała - powiedział.
- I stwierdziłeś, że dobijesz mnie jeszcze bardziej - warknęłam.
- Nie, chciałem przeprosić. Przemyślałem wszystko i doszedłem do wniosku, że przez ostatnie sześć lat byłem okropnym chujem.
- Tu akurat masz rację - wtrąciłam - ale myślisz, że jednym głupim "przepraszam" naprawisz wszystko?
- Wiem, że nie, ale wysłuchaj mnie chociaż - poprosił.
- Dobrze - westchnęłam siadając na krześle.
- Chce ci powiedzieć dlaczego nigdy nie pozwalałem wam się bawić z Niallem - zajął miejsce obok mnie.
- A więc słucham - spojrzałam na niego.
- Od małego przyjaźniłem się z Jamesem Horanem, ale skończyło się to w liceum. Na początku drugiej klasy zwolniło się miejsce kapitana drużyny piłkarskiej i obaj postanowiliśmy startować, ale nie chcieliśmy ze sobą rywalizować. James wymyślił zakład "Który pierwszy poderwie nową, wygrywa" i założyliśmy się. Oczywiście Horan jak zwykle wygrał - zaśmiał się na to wspomnienie - został kapitanem i miał fajną dziewczynę. Niestety jemu to nie odpowiadało, zawsze wolał codziennie mieć inną dziewczynę, przespał się z tamtą i zostawił ją. Pokłóciliśmy się i od tamtej pory ze sobą mnie rozmawialiśmy - zakończył.
- Ale nigdy nie myślałeś, żeby się z nim pogodzić? - Zapytałam.
- Myślałem, ale nie zdążyłem - westchnął - i dlatego nie dopuszczałem was do tej rodziny, najpierw nie chciałem z nim rozmawiać, a później nie chciałem o nim pamiętać, a Niall jest do niego bardzo podobny - wyjaśnił.
- Ale dlaczego przez ostatnie lata nami pomiatałeś? - Spytałam w końcu.
- Kiedy dostałem awans dowiedziałem się, że człowiek, który zabił Jamesa został uniewinniony. Zacząłem wyładowywać gniew, który czułem do tego człowieka na was i przyzwyczaiłem się do tego - wytłumaczył.
- Tato, ale ten człowiek nie zawinił - powiedziałam.
- Jak to? Przecież zabił człowieka - krzyknął mężczyzna.

- Niall opowiadał mi jak wyglądał ten wypadek. Po prosu grał z ojcem w piłkę na podwórku, ona wypadła na ulicę, Niall wybiegł po nią prosto pod samochód, a jego ojciec go odepchnął. Zginął ratując życie swojego dziecka - uśmiechnęłam się smutno.
- Jestem, kupiłem ci kawę i sałatkę - usłyszałam głos Stylesa.
- To ja idę, ale proszę wróć do domu - powiedział mężczyzna.
- Dobrze - odparłam na co się uśmiechnął i ruszył do windy. Zjedliśmy z Harrym śniadanie, wypiliśmy kawę i porozmawialiśmy trochę. Brunet opowiadał mi przygody swoje i Nialla, a po następnej godzinie czekania z sali operacyjnej wyszedł lekarz:
- I co panie doktorze, co z nim? - Zerwałam się z krzesła.
- Są państwo z rodziny pacjenta? - Zapytał.
- Nie, ale ja jestem prawnie upoważniony przez jego matkę - odparł Harry.
- Ma złamaną lewą rękę oraz naprawdę rozległe urazy wewnętrzne, usunęliśmy śledzionę i kawałek wątroby - wyjaśnił.
- Możemy z nim porozmawiać? - Spytałam.
- Niestety jego stan nie jest dobry i musieliśmy wprowadzić go w stan śpiączki farmakologicznej - odparł - a pani jest jego dziewczyną? - Zwrócił się do mnie.
- Tak, dlaczego pan pyta? - Zdziwiłam się.
- Bo w karetce odzyskał przytomność i cały czas mamrotał "Przekażcie mojej księżniczce, że do niej wrócę i spełnię wszystkie jej marzenia" - uśmiechnął się.
- Dziękuję - odwzajemniłam jego gest - możemy go chociaż zobaczyć? - Zapytałam.
- Jasne, leży w tamtej sali - wskazał na drzwi znajdujące się za moimi plecami i odszedł. Weszliśmy do środka i podeszliśmy do jego łóżka. Wyglądał strasznie z poobijaną twarzą, podpięty do tych wszystkich maszyn i z rurką intubacyjną w ustach. Czułam się okropnie wiedząc, że to ja go do tego doprowadziłam. Usiadłam na krześle obok jego łóżka i złapałam go za dłoń:

- To moja wina - powiedziałam cicho.
- To był wypadek - odparł Harry zajmując miejsce obok mnie.
- Gdybym na nie wyszła z tego domu, on by ze mną nie poszedł i nie wpadł pod samochód - wyjaśniłam. W końcu zrozumiałam Nialla, wiedziałam jak się czuł po wypadku ojca.
Hej,
W końcu jest kolejny rozdział. Nie mogłam pisać wcześniej, bo cały tydzień byłam chora.
Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Gwiazdkujcie i komentujcie, bo to bardzo motywuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz